Manifestacje w Brazylii oczyma Polki, która w nich uczestniczyła

Kategoria:
Polityka
Dodany:
24.07.13 00:50
Lubię:
 
Od szóstego czerwca w São Paulo, Rio de Janeiro i wielu innych miastach Brazylii trwają masowe protesty. Ich genezą była wiadomość o 20 procentowej podwyżce cen biletów komunikacji miejskiej. Akty wandalizmu spotkały się z reakcją władz. W wyniku agresywnej interwencji policji zostało rannych wiele osób, a dwóch dziennikarzy relacjonujących zajścia zostało postrzelonych w twarz z bliskiej odległości. W wyniku zajść wiele osób zostało zatrzymanych. Na komisariat można było trafić nawet za posiadanie octu winnego, który, według policji, mógł służyć łagodzeniu skutków kontaktu z gazem łzawiącym rozpylanym wśród demonstrujących. W pierwszych dniach zarówno rząd jak i media przedstawiały protestujących jak wandali. Wkrótce jednak wszędobylskie kamery odkryły, że za część zniszczeń oraz bijatyk winę ponosi policja. Zaostrzenie starć między służbami porządkowymi i manifestantami miało usprawiedliwić użycie gazów łzawiących, gazu pieprzowego oraz gumowych pocisków. Jednocześnie politycy wielokrotnie podkreślali, że nie mogą usiąść z demonstrantami do rozmów, dopóki nie ustaną akty wandalizmu.
 
 
Zachowanie władz jeszcze bardziej wzburzyło opinię publiczną i nasiliło manifestacje. Ze względu na absurdalny powód aresztowań demonstrantów, ruch zaczął być nazywany „Rewolucją Sałatkową” lub „V como Vinegar” („O jak Ocet:”). Demonstranci zaczęli ubierać się na biało, żeby podkreślić pokojowy charakter protestów. Do manifestacji dołączały się kolejne miasta. Nie we wszystkich przemarsze miały spokojny przebieg. W Rio de Janeiro w tłumy manifestujących wmieszały się grupy przestępcze, które wykorzystywały zamieszanie na ulicach, aby włamywać się do sklepów i okradać bankomaty. Odmienny charakter miały manifestacje w São Paulo, w których uczestniczyłam. Kiedy dochodziło do bójki, tłum siadał, żeby rozrabiający byli bardziej widoczni, i skandował „bez przemocy”. Bardzo mi się podobał ten sposób dyscyplinowania manifestujących. Mimo iż władze w końcu wycofały się z podwyżek, manifestacje nie ustały. Przerodziły się w największe od 20 lat protesty społeczne. Na transparentach demonstrantów, którzy początkowo protestowali jedynie przeciwko podwyżkom cen biletów, wkrótce pojawiły się nowe hasła. Protestowano przeciwko brakowi bezpieczeństwa, korupcji, niesprawiedliwościom społecznym, niskiemu poziomowi służby zdrowia i edukacji, a także gigantycznym nakładom na organizację przyszłorocznych mistrzostw świata w piłce nożnej i tegorocznego Pucharu Konfederacji. (Mimo iż Brazylia wybudowała dotychczas dopiero połowę zaplanowanych stadionów, wydała już 7 bilionów reali (3.2 billiony dolarów), trzykrotnie przekraczając całkowite wydatki poniesione przez RPA, gospodarza poprzednich mistrzostw. Do demonstrantów próbowali się podłączać politycy  którzy postanowili zbić kapitał polityczny na powszechnym niezadowoleniu. Bezskutecznie. Protestujący przeciw korupcji i nieróbstwu tłum ostro reagował na jakąkolwiek próbę pokazania symboli partyjnych. Rząd obiecuje zmiany i inwestycje, ale nie wszystkie pomysły są trafione. W odpowiedzi na zarzut o niewydolną służbie zdrowia Prezydent obiecała zatrudnienie zagranicznych lekarzy. W reakcji służba zdrowia zaczęła strajkować, bo największym problemem nie jest brak lekarzy, ale warunki ich pracy infrastruktura.
 
 
Dlaczego protesty w Brazylii wybuchły właśnie teraz? W końcu jest ona wymieniana wśród krajów, które w ostatnich latach dokonały największego skoku cywilizacyjnego. Wszystkie statystyki mówią o rosnącym poziomie życia, wyrównywaniu szans i niskim bezrobociu. Odpowiedź na to pytanie można doszukiwać się w teorii Tocquevilla, który twierdził, że rewolucje nigdy nie wybuchają wtedy, kiedy jest najgorzej. Przeciwnie, zwykle tłum wychodzi na ulicę, kiedy zaczyna mu się lepiej powodzić, jednak powolny wzrost stopy życiowej nie nadąża za rosnącymi aspiracjami. Życie przeciętnego obywatela w Brazylii, mimo zmian,nadal nie jest usłane różami. Choć coraz większej ilości ludzi udaje się wyjść z ubóstwa, często balansują na jego granicy i łatwo mogą ześlizgnąć się w nie z powrotem. Podatki są najwyższe na świecie (36% podatku dochodowego), a mimo to usługi publiczne są wciąż na niskim poziomie i trudno dostępne. Nadal Brazylia zmaga się z plagą przestępczości, szczególnie w dużych miastach.(Powszechna dostępność narkotyków w São Paulo sprawiła, że jedna z ulic nazywana jest  Crackolandią od słowa krak – silnie uzależniającej odmiany kokainy*). Osobnym problemem jest poziom zarobków w stosunku do ponoszonych wydatków. Osoby dojeżdżające do centrum São Paulo które dostają minimalne wynagrodzenie, jego 5 część przeznaczają tylko na dojazd do pracy. Droga do pracy w przepełnionych środkach transportu to temat na osobny artykuł. Dodatkowo na siłę nabywczą negatywnie wpływa inflacja, szybujące w górę ceny żywności, a także koszty mieszkania, które należą do najwyższych na świecie. W związku z rosnącymi wydatkami, duża część społeczeństwa jest pozadłużana.  (więcej informacji na temat zadłużenia mieszkańców Brazylii znajdziecie w artykule pt."Pieniądze i ich ciekawa cyrkulacja w świecie brazylijskim" autorstwa Agaty Błoch ).
 
 
Po kilku gorących tygodniach protesty zaczęły przycichać. Mimo to, „Sałatkowa rewolucja” jest wyraźnym znakiem zmian. W manifestacjach, w których uczestniczyłam, nie brali udziału tylko i wyłącznie młodzi ludzie z biednych środowisk. To nie biedne środowiska były motorem protestów. Większość stanowili studenci - czyli raczej średnia i wyższa klasa. Można było zobaczyć wiele rodzin z dziećmi i osoby ze wszystkich warstw społecznych. Ludzie oglądający manifestację z okien wywieszali białe płótna lub flagi narodowe oraz mrugali światłami. Nawet kierowcy tkwiący w korkach z powodu przemarszu głównymi ulicami miasta, machali, klaskali i trąbili na znak poparcia. Jedno ze zdjęć krążących po internecie w trakcie protestów przedstawiało kilkunastu mężczyzn, uczestników Passeata dos Cem Mil (Marszu Stu Tysięcy) z 1968 r. Równo 45 la temu ulice Rio de Janeiro wypełniły się studentami, robotnikami, artystami, profesorami i politykami, którzy protestowali przeciw represjom czasów dyktatury. Na transparencie, który weterani nieśli na tegorocznych manifestacjach widniał napis: „młodzież z 1968 popiera młodzież z 2013”. Podczas manifestacji często śpiewano hymn narodowy lub przyśpiewkę „Eu sou Brasileiro com muito orgulho, com muito amor" oraz skandowano “o povo acordou”, „olha que legal, Brasil parou e nem é carnaval”. * Mam nadzieję, że lud brazylijski zbudził się na dłużej, a jego protesty przełożą się na trwałe zmiany w kraju.
 
 
 
 
*Eu sou Brasileiro com muito orgulho, com muito amor - jestem Brazylijczykiem z dumą i sercem
O povo acordou - lud się zbudził
Olha que legal, Brasil parou e nem é carnaval - zobacz jak fajnie, Brazylia się zatrzymała i to nie przez karnawał. 
 
 
Tekst i zdjęcia: Joanna Lewicka