Gościnnie João Augusto de Castro Neves: Brazylijska wiosna

Kategoria:
Polityka
Dodany:
29.07.13 01:05
Lubię:
 
João Augusto de Castro Neves – Analityk ds. Ameryki Łacińskiej, doktor z zakresu Nauk Politycznych Uniwersytetu São Paulo. Współpracował z takimi instytucjami, jak Brookings Institution,  Wilson Center for International Scholars, Council on Foreign Relations, Canadian Foundation for the Americas, oraz  Oxford Analytica i  Eurasia Group. Wielokrotnie pojawiał się w międzynarodowych mediach jak Financial Times, The Economist, The Washington Post, Foreign Policy, Business Week, TIME i  Al Jazeera.
 
Dziś zapraszamy do lektury jego artykułu na naszych łamach.
 
Zeszłomiesięczne protesty w São Paulo, sprowokowane dość błahym, zdawać by się mogło powodem, jakim jest podwyżka cen komunikacji miejskiej, przybrały niespotykaną wcześniej miarę i doprowadziły do największych demonstracji, jakie w ciągu ostatnich 20 lat widziała  Brazylia. Tak jak wcześniej w Egipcie i Turcji, miliony ludzi wyszły na ulice największych brazylijskich miast aby dać wyraz swojemu niezadowoleniu z klasy rządzącej.
 
Choć wydarzenia w Brazylii i te ze środkowego wschodu łączą pewne podobieństwa, trzeba zaznaczyć pewną ważną różnicę. Podczas gdy to, co nazywamy dziś arabską wiosną było serią protestów skierowanych przeciwko rządowym opresjom, niedawne manifestacje w Brazylii były wyrazem sprzeciwu wobec korupcji i niekompetencji rządzących. W pierwszym przypadku, protesty skierowane był przeciwko głowom państwa i partiom będącym u władzy. W drugim zaś, wizerunek wroga był bardziej rozmyty, chodziło o wszystkie szczeble rządu z każdą, nawet najmniejszą partią która przez lata, a może nawet pokolenia, miała sobie za nic jakość usług publicznych.
 
Choć trudno jest wskazać jeden, konkretny powód ostatnich zamieszek, trzeba przyznać,  że widmo daleko idących zmian demograficznych już od dawna wisiało nad brazylijską sceną polityczną. W zeszłym roku, w listopadowym numerze The Brazilian Economy podjąłem się próby analizy wyborów lokalnych z 2012 roku, w których wyborcy zadecydowali o zmianie większości burmistrzów:
 
[...]„wiarygodnym wytłumaczeniem może być to, że wraz z kilkunastoma latami szybkiego wzrostu brazylijskiej gospodarki, nastąpiły zmiany w  sferze politycznej. Po pierwsze, przyrost gospodarczy w ciągu ostatniej dekady i idący za nim wzrost w konsumpcji dóbr przyczyniły się do pogłębienia problemów, z jakimi borykają się miasta. Korki drogowe i zanieczyszczenie to główne powody do niezadowolenia mieszkańców z pracy lokalnych władz. Co ważniejsze, wzrost gospodarki doprowadził do utworzenia nowej w brazylijskim społeczeństwie klasy średniej, o znacznie wyższych wymaganiach wobec swoich polityków.
 
Wyzwaniem dla dzisiejszych władz lokalnych będzie odpowiedź na rosnące wymagania w sferze usług publicznych. Jednak w miarę spowalniania gospodarki i zmniejszania się przychodów, stawianie czoła wyzwaniom socjoekonomicznym staje się coraz trudniejsze. Wyniki tegorocznego głosowania mogą być zapowiedzią szykujących się, głębokich zmian na poziomie narodowym. Innymi słowy, dzisiejsza klasa średnia o wyższych oczekiwaniach może jutro stać się klasą sfrustrowaną o statusie quo.”
 
Coraz częściej reprezentanci tej właśnie klasy podkreślają jak ważna jest jakość planu na życie. Nowi Brazylijczycy nie chcą już tylko telefonów komórkowych, teraz chcieliby również żeby były one dobre. Nie wystarczają im do szczęścia samochody, chcą poruszać się nimi po mieście bez korków i nie niszczyć ich na dziurach w drodze. Inaczej mówiąc, rządzenie nie polega już na ułatwianiu dostępu do dóbr materialnych, ale na poprawianiu jakości usług. Chodzi nie tylko o dofinansowywanie i tworzenie miejsc pracy, ale także o zapewnienie lepszej edukacji, opieki zdrowotnej i transportu publicznego.
 
Z politycznego punktu widzenia, ta rewolucja stanie się prawdziwym wyzwaniem dla rządzących. W niesprzyjających, lub w każdym razie nie tak dobrych jak w poprzedniej dekadzie warunkach gospodarczych, liderzy muszą zaoferować klasie średniej więcej, przy użyciu mniejszych środków.
 
Więc co dalej? Na początek nie spodziewamy się po scenie politycznej stabilności. W wymiarze krajowym, ostatnie sondaże wyraźnie sugerują że popularność pani prezydent to już historia. Mimo że Dilma Rousseff spadła w sondażach, jest zbyt wcześnie by oceniać czy ktoś zdoła zająć jej miejsce i wykorzystać niezadowolenie społeczeństwa do własnych celów politycznych. Badania wskazują, że ucierpieli liderzy wszystkich partii. To, co na początku było ruchem anty politycznym może doprowadzić do politycznej apatii podczas przyszłorocznych wyborów. W takich okolicznościach tym większa jest szansa na pojawienie się czarnego konia.
 
Do tego jednak czasu, prezydent Dilma Rousseff i jej partia nie będą mieli łatwej pracy. Skala protestów prawdopodobnie niebawem się zmniejszy, napięcie jednak pozostanie aż do wyborów. Możliwe, że sytuacja znów zaogni się podczas Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej, które będą miały miejsce na cztery miesiące przed wyborami.
 
Podczas gdy społeczeństwo powoli zaczyna oswajać się z myślą o wysokich kosztach goszczenia światowej klasy igrzysk sportowych, wygląda na to, że ostatecznie to politycy zapłacą największą cenę za budowanie pięknych i drogich stadionów zamiast prawdziwie potrzebnej infrastruktury. Lekcja dla nowych liderów: na dłuższą metę, wyborcy potrzebują więcej niż chleba i igrzysk.
 
tłum. Agata Wissuwa