Nie tylko mydło z kokosa*, czyli o dwóch znaczących czerwcach w brazylijskiej kinematografii.

Kategoria:
Kultura
Dodany:
18.01.16 22:30
Lubię:
Kilka dni temu w Internecie po raz kolejny natknęłam się na przerażający mem przedstawiający malutką Ziemię u boku wielkiego Jowisza. Napis na górze obrazka głosi: “W CNN właśnie powiedzieli, że świat jest zadłużony na 40 tryliardów dolarów.” A na dole: “Komu do cholera wisi świat? Jowiszowi?” Coś tu jest nie tak. To samo poczucie dysonansu poznawczego prowokuje w widzach “Przyszły Czerwiec” (org. Futuro Junho ), wyświetlany w grudniu w ramach Festiwalu Watch Docs w kinie Muranów. Dokument Marii Augusty Ramos składa się z opowieści o czterech Brazylijczykach z różnych klas społecznych: kuriera z nizin, pracownika metra stojącego na czele strajku transportu publicznego, robotnika z fabryki Volkswagena i wziętego analityka giełdowego. Film został nakręcony w przededniu Mistrzostw Świata w piłce nożnej, w São Paulo. Rok wcześniej rosnące ceny biletów komunikacji miejskiej po raz pierwszy wygnały mieszkańców tej metropolii na ulicę. Protesty ciągnęły się tygodniami rozprzestrzeniając się na terytorium całego kraju. Szacuje się, że w kluczowym momencie w manifestacjach brało udział nawet 1,4 mln osób w 120 miastach Brazylii**. 
 

Futuro junho (trailer 1) from Maria Augusta Ramos on Vimeo.

W przededniu mistrzostw sytuacja w São Paulo nie wygląda dużo lepiej. Miasto dusi się w korkach, metro nie działa, a mieszkańcy znów głośno wyrażają swoje niezadowolenie. Czy tak wygląda brazylijska metropolia czekająca na rozpoczęcie największego sportowego wydarzenia? Niestety. Sportowe emocje muszą ustąpić codziennemu życiu bohaterów filmu.  A na ich obecną sytuację mundial ma wpływ minimalny, gdyż są zależni od tego, co wydarzy się dopiero za kilkanaście miesięcy. I tak Maria Augusta Ramos gromadzi w dokumencie szereg scen – perełek uświadamiającym widzowi paradoksy dzisiejszego świata. Brokerzy sprzedają i kupują akcje dla swoich klientów według prognoz kursu dolara na czerwiec 2015 roku. Szef związków zawodowych w fabryce Volkswagena tłumaczy kolegom, że ich postulat  o dniu wolnym na mecz otwarcia ma dla kierownictwa małe znaczenie. Zamiast mundialem martwią się, czy uda im się wynegocjować kontrakt na nowy model samochodu, którego produkcja ma ruszyć w 2017 roku. Jeżeli nie, już za 1,5 roku fabryka zacznie zwalniać pierwszych pracowników. Jednak najdotkliwiej odczuwamy czym jest perspektywiczne myślenie w scenie wizyty akwizytorki w domu kuriera. Jak się okazuje starsza Pani handluje…. kwaterami cmentarnymi. Na podstawie historii śmierci w najbliższej rodzinie kuriera proponuje mu idealny pakiet obejmujący: 5 pochówków w tej samej kwaterze z ossarium gratis przy każdym pogrzebie. Okres karencji 3 lata. Gdy kurier cuka się na wieść o tym, że miejsce w domu wiecznym kosztowałoby go tyle samo, co rata kredytu na dom, Pani przedstawia mu plan podstawowy, obejmujący 3 pochówki, też z ossarium i dłuższym okresem karencji   – zmarłego możemy chować co 5 lat! Wykrzyknik zamierzony, jako że słownictwo i wigor akwizytorki nie różnią się zbytnio od pań z call center telefonii komórkowych. Cóż, biznes to biznes. Nie ma czasu na sentymenty – nawet na pogrzebie.  
 
Film Marii Augusty Ramos to dokument obserwacyjny. Ani razu nie usłyszymy w nim komentarza zza kamery. To dzieło powolne, zmuszające widza do wyostrzenia wzroku i słuchu w poszukiwaniu różnic i podobieństw przedstawionych historii. Wzięte razem składają się na krytykę kapitalizmu, jako systemu, w którym decyzje zapadają z dala od nas. Powiedzenie „jesteś panem swojego losu” zdaje się mieć coraz mniej związku z rzeczywistością. Opcja życia tu i teraz nie wchodzi w grę. A może jest tak naprawdę jedyną możliwą, skoro i tak większość czynników jest poza naszą kontrolą? Film wskazuje też na problemy gospodarcze Brazylii. Z jednej z rozmów analityka giełdowego z narzeczoną dowiadujemy się, jak wyglądają relacje ekonomiczne z Chinami. Chińczykom nie opłaca się nic kupować w Brazylii. Podzespoły, maszyny, nic nie jest wytwarzane na miejscu. Jedyna rzecz, która trafia z kraju do państwa środka to surowiec, bo siła robocza nie jest dość tania jak na chińskie standardy. W innej rozmowie, matka ekonomisty usprawiedliwia trwające tygodniami strajki. Mówi, że nic dziwnego, że ludzi trafił szlak widząc, ile pieniędzy zostało wydanych (i rozkradzionych) przy budowie stadionów. Okazało się, że w kasie państwowej znalazły się pieniądze na mundial, ale nie było ich na lepszą opiekę zdrowotną czy szkolnictwo. 
 
Czy polska publika kupiła film brazylijskiej reżyserki? Raczej nie. Jedna trzecia widzów opuściła widownię jeszcze przed końcem dokumentu. Czemu? Trafili na film powolny, szary (w betonowym São Paulo bez reklam o kolor trudno) i raczej smutny, bo przedstawiający bohaterów autentycznie zatroskanych o los swój, swojej grupy pracowniczej czy kraju. Nie było w nim scen rozdzierającej biedy ani przemocy – czy to ze strony gangów, czy pacyfikującej strajki policji. Film w żaden sposób nie rezonował z archetypem kinematografii brazylijskiej, która trafiała w ostatnich latach do Polski. Być może mój zachwyt też byłby mniejszy, gdybym przed seansem zainteresowała się, na co idę. Tymczasem wchodząc na salę kinową poza krajem produkcji nie wiedziałam o filmie nic. Wszystkiego, łącznie z tytułem, nazwiskiem reżyserki i rokiem powstania musiałam dowiedzieć się podczas seansu. To na pewno wzmogło moją uważność podczas oglądania.
 
Po obejrzeniu filmu i poznaniu tytułu, ciężko nie odnieść wrażenia, że nie dialoguje on z innym głośnym dokumentem ostatnich lat – „Junho – o mês que abalou o Brasil” („Czerwiec – miesiąc, który wstrząsnął Brazylią” tłum. red.) Sfinansowany przez gazetę Folha de São Paulo film João Weinera różnił się jednak znacznie od produkcji Marii Augusty Ramos. Film opowiada o poprzednim czerwcu – brazylijskiej zimie 2013, kiedy to miały miejsce największe protesty. Jego tkanką są wywiady z uczestnikami czerwcowych wydarzeń, ekspertami oraz materiał reporterski skręcony wprost z ulicy oraz obrad parlamentu. Celem filmu jest odpowiedź na pytanie, co tak naprawdę doprowadziło do eskalacji protestów na taką skalę. Poznajemy w nim dokładną chronologię czerwcowych zdarzeń (strajk przeciwko podwyżkom, nieadekwatna reakcja policji, zmiana nastawienia prasy do protestów, upolitycznienie manifestacji, erupcja przemocy wobec całej klasy politycznej). Ale w filmie nie brak również pierwszych teorii tłumaczących zjawisko (ciekawych odsyłam do wywiadu, którego udzielaliśmy radiowej Trójce). Szczególnie interesujące są reakcje rządzących na zaistniałą sytuację. W jednym z urywków transmisji parlamentarnej senator Cristovam Buarque podkreśla jej doniosłość mówiąc: „Jestem tu chroniony przez policję. Czuję się tym zażenowany. Nawet w czasach najgorszych zawieruch rewolucyjnych na świecie, protestowano przeciwko władzy wykonawczej, ale nigdy przeciwko władzy legislacyjnej czy sądowniczej. Gdzie popełniliśmy błąd?”
 
Zestawiając ze sobą film João Wieiry i Marii Ramos możemy powiedzieć, że ten pierwszy był próbą wyjaśnienia światu, czemu Brazylijczycy nie chcą mistrzostw. Film Marii Ramos pogłębia pierwszą, wierzchnią warstwę analizy przeprowadzoną w „Junho – o mês que abalou o Brasil.” Reżyserka nie zadowala się prostym wyjaśnieniem – to dlatego, że kwitnie korupcja, a pieniądze trafiają do kieszeni nielicznych, a nie tam, gdzie powinny. W wywiadzie przeprowadzonym dla niezależnej telewizji Canal Curta! (dostępny tu) reżyserka wprost mówi, że film powstał w wyniku jej osobistego rozczarowania neoliberalizmem. Korupcja to tylko wierzchołek góry lodowej. Jesteśmy tak uwikłani w procesy, z których nawet nie zdajemy sobie sprawy, że żadne rozwiązanie systemowe na poziomie państwowym nie zdoła zmienić naszego położenia. My, Polacy, również stanowimy część tej układanki. Szkoda, że polska festiwalowa publiczność nie dostrzegła, że równie dobrze to my moglibyśmy stać się bohaterami filmy Marii Ramos. 
 
Maria Wróblewska
 
Przypisy:
 
*Mydło z kokosa  to jeden z symboli niskiego statusu w Brazylii. Jeżeli kogoś stać na coś lepszego, automatycznie oznacza to, że należy już do klasy średniej. Jedną z przyczyn manifestacji w 2013 roku był pogłębiający się kryzys gospodarczy, a co za tym idzie – groźba degradacji statusu osób, które dopiero co zdołały zamienić tradycyjne mydło na bardziej wyszukane produkty do kąpieli. 
 
** Dane na podstawie Revista Época, nr. 787, 24 lipca 2013